– Le, mama, le – Ty wiesz o co chodzi. Ty wiesz.

by wingethorn

W zasadzie gdyby nie to, że byłoby to nie do końca prawdą, napisałabym tak:

.. od momentu, kiedy ujrzałam na zasnutym poranną mgłą szarym podwórku dwa łóżka szpitalne z całym towarzyszącym sprzętem (tlen? kroplówki z witaminkami?) wiedziałam, że coś się stanie. Coś, co będzie bardzo trudne i niemiłe. To przeczucie dręczyło mnie od samego rana i rzeczywiście.. po południu dzień – zwykły, nie za miły, nie za niemiły, nawet nie za bardzo stresujący, za to upalny i gorący – stał się całkowicie nie do zaakceptowania..

itd itp.

w zasadzie tej nieprawdy nie jest w powyższym aż tak dużo, ot – nieznośne przeczucie wcale nie było tak wyraźne i odczuwalne.

Inny temat rozpoczynając: mam nadzieję, że ze szpitalami póki co skończone a jeszcze inny poruszając: wakacje nadeszły, panie dzieju.
Tak naprawdę, to jako osoba pracująca i w domu i w pracy to normalnie bym ich nie miała, ale że szczęśliwie zbiegły się z rozpoczynającym się macierzyńskim – jesteśmy oto z Bubą i Kluską na wsi 🙂

Jako że zamierzam się tu trochę rozkręcać to na obecną chwilę stawiam kropkę obok „ę”.

Advertisements