.czasem nic nie można mogąc wszystko.

by wingethorn

Zacznę od wniosku: człowiek powinien iść dalej nawet wtedy kiedy uważa, że już nie może i nie da rady. 

Mam ostatnio dosyć spotkań z lekarzami. Mam nadzieję, że nie będę w najbliższym czasie musiała z nimi przebywać. Mam plan od nich odpocząć. Mam dziwną obawę przed nimi, jakby przynosili pecha, a przecież istnieją, by leczyć i pomagać.

Jakiś czas temu wędrowałam sobie – szkoda tylko, ze we śnie a nie w realu – po górach. Było pięknie, łagodne grzbiety, soczyście zielona trawa, obłoki, błękit nieba i życiodajne słońce. Mieliśmy się już rozbijać, żadne z nas nie miało już siły i ochoty  by iść dalej. Zajęci byliśmy roztrząsaniem tego faktu i zastanawianiem się czy już czy jednak nie, w każdym razie szliśmy ciągle dalej.

To, że szliśmy, wyszło nam na dobre, chociaż było ciężko, widoki już nas nie bawiły ale mimo to się nie zatrzymywaliśmy. Przestaliśmy o tym nawet rozmawiać, pomimo tego, że już byliśmy tak zgodni co do tego.

Dotarliśmy – nie do celu – do pewnego punktu, którego byśmy nie osiągnęli, gdybyśmy wcześniej się zatrzymali na popas. Następnego dnia również byśmy go nie osiągnęli, bo liczyła się również ta konkretna chwila. Tak to czasem jest, że i miejsce i czas jest ważny.

Czekała na nas  stabat mater dolorosa.  Co jak co, ale takiego spotkania się nie spodziewałam. Była cała we mgle – nie widziałam jej dokładnie, jedynie to, że była ubrana w błękit i biel. I dotykaliśmy nieśmiało, każdy z nas, jej czoła. Dzięki temu otrzymywaliśmy błogosławieństwo dla nas i naszych rodzin.

Jestem dziś w melancholijnym nastroju. Sądzę, że melancholicy czasem tak mają.

Reklamy