..zły duch.. mieszka tak daleko stąd..

NieSpreCyzowana.moJa.SenNa.u-spiry-tys-tyczNio-Na

wierzę w Proroctwa ?

Gdybym chciała opowiedzieć, w co wierzę, miałabym problem. Należę do osób, które wiedzą, że coś jest, albo czegoś nie ma. Prorocze sny należą do tej pierwszej kategorii. Wiem, bo sama kiedyś… otarłam się o proroctwo.

Chociaż to za dużo powiedziane, ale lubię wielkie słowa. Nie zagłębiam się w sny, ale kiedy stają się wyraziste i powtarzalne – zaczynam się nad nimi zastanawiać.

Nie są oczywiście proroctwami w stylu wielkich przepowiedni o losach świata, czy nadchodzących kataklizmach. Są moimi prywatnymi proroctwami oznaczającymi, że powinnam zwolnić, zastanowić się nad sobą i rozgryźć wszystkie moje problemy, zanim ruszę dalej.

Tak było w przypadku snu o byciu w łazience – po cichu, po kryjomu, wstydząc się i wykonując wszystkie czynności niemal z poczuciem winy.

Tak było również w przypadku snu o tym, że muszę gdzieś dojść, coś osiągnąć, ale idąc poruszam się niezwykle wolno, z trudem, jakby brodząc po pas w błocie.

Tak było i będzie, bo owe sny, proroctwa są mi potrzebne, żeby nie zapomnieć o podświadomości i swoich potrzebach.

Było Kultowo.

– Ej. Powstrzymaj się trochę. Niech to pozostanie jednorazowe. Na zawsze..

– Ale ja bym chciała..

– Wiem. Ale to nieważne. Pozostaw to, pamietaj o tym i zobacz, co Ci to przyniesie. Wiem, że to było coś zupełnie innego, dokładnie to, czego potrzebowałaś. Przypomnij sobie słowa i gesty, przypomnij dym i muzykę. Przypomnij sobie, odczucia i emocje. Przypomnij sobie, że można na życie i świat patrzeć zupełnie z innej strony.

– Ale ja wcale nie wiem…

– Jak zwykle.

 

 

palcie, samobójcy. Będzie was mniej.

Już bym tu kilka razy coś napisała ale nie ma czasu. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma. To jest ostatnio moja zmora. Zawsze chciałam żyć życiem nie spiesząc się. Ale chyba podświadomie wiedziałam, że jest to niemożliwe.

Ale jest totalnie na odwrót. Dziś doszliśmy do wniosku, że robienie wszystkiego na ostatnią chwilą i wtedy, kiedy nie mam prawie na to czasu najlepiej mi wychodzi – wtedy właśnie osiągam najlepsze wyniki.

Generalnie, osiągam to, co chciałam. Jestem najbardziej efektywna. Dziwne.

Jednak to, co chciałam tu napisać, jest na zupełnie inny temat, mianowicie:

Kocham dom, który razem tworzymy.

you said.. you felt so happy you.. could die.

I am really trying.

BULLLLSHIT !!

I thought I’d be above everything that shit sourrounding me. Flying calm and peacefull. With eyes wide open.  Anyway, I shouldn’t call my life stuff ‚shit’. Everything is almost perfect. It is. I am very glad I got this. Really.

Maybe I am just broken ?

 

.czasem nic nie można mogąc wszystko.

Zacznę od wniosku: człowiek powinien iść dalej nawet wtedy kiedy uważa, że już nie może i nie da rady. 

Mam ostatnio dosyć spotkań z lekarzami. Mam nadzieję, że nie będę w najbliższym czasie musiała z nimi przebywać. Mam plan od nich odpocząć. Mam dziwną obawę przed nimi, jakby przynosili pecha, a przecież istnieją, by leczyć i pomagać.

Jakiś czas temu wędrowałam sobie – szkoda tylko, ze we śnie a nie w realu – po górach. Było pięknie, łagodne grzbiety, soczyście zielona trawa, obłoki, błękit nieba i życiodajne słońce. Mieliśmy się już rozbijać, żadne z nas nie miało już siły i ochoty  by iść dalej. Zajęci byliśmy roztrząsaniem tego faktu i zastanawianiem się czy już czy jednak nie, w każdym razie szliśmy ciągle dalej.

To, że szliśmy, wyszło nam na dobre, chociaż było ciężko, widoki już nas nie bawiły ale mimo to się nie zatrzymywaliśmy. Przestaliśmy o tym nawet rozmawiać, pomimo tego, że już byliśmy tak zgodni co do tego.

Dotarliśmy – nie do celu – do pewnego punktu, którego byśmy nie osiągnęli, gdybyśmy wcześniej się zatrzymali na popas. Następnego dnia również byśmy go nie osiągnęli, bo liczyła się również ta konkretna chwila. Tak to czasem jest, że i miejsce i czas jest ważny.

Czekała na nas  stabat mater dolorosa.  Co jak co, ale takiego spotkania się nie spodziewałam. Była cała we mgle – nie widziałam jej dokładnie, jedynie to, że była ubrana w błękit i biel. I dotykaliśmy nieśmiało, każdy z nas, jej czoła. Dzięki temu otrzymywaliśmy błogosławieństwo dla nas i naszych rodzin.

Jestem dziś w melancholijnym nastroju. Sądzę, że melancholicy czasem tak mają.

– Le, mama, le – Ty wiesz o co chodzi. Ty wiesz.

W zasadzie gdyby nie to, że byłoby to nie do końca prawdą, napisałabym tak:

.. od momentu, kiedy ujrzałam na zasnutym poranną mgłą szarym podwórku dwa łóżka szpitalne z całym towarzyszącym sprzętem (tlen? kroplówki z witaminkami?) wiedziałam, że coś się stanie. Coś, co będzie bardzo trudne i niemiłe. To przeczucie dręczyło mnie od samego rana i rzeczywiście.. po południu dzień – zwykły, nie za miły, nie za niemiły, nawet nie za bardzo stresujący, za to upalny i gorący – stał się całkowicie nie do zaakceptowania..

itd itp.

w zasadzie tej nieprawdy nie jest w powyższym aż tak dużo, ot – nieznośne przeczucie wcale nie było tak wyraźne i odczuwalne.

Inny temat rozpoczynając: mam nadzieję, że ze szpitalami póki co skończone a jeszcze inny poruszając: wakacje nadeszły, panie dzieju.
Tak naprawdę, to jako osoba pracująca i w domu i w pracy to normalnie bym ich nie miała, ale że szczęśliwie zbiegły się z rozpoczynającym się macierzyńskim – jesteśmy oto z Bubą i Kluską na wsi 🙂

Jako że zamierzam się tu trochę rozkręcać to na obecną chwilę stawiam kropkę obok „ę”.

o problemach z FV na przełomie roku..

..siedziałam nad tymi fakturami przez ładnych parę godzin dzisiaj. Było ich tylko parę a poprawianiu i myśleniu o tym, co zrobiłam źle nie było końca.

..Czasem człowiek się cofa, a nie idzie naprzód. Szczęście ma, jeśli to zauważy wczas, potem robi się coraz gorzej i trudno zawrócić. Nie mówiąc, jak ciężko (dużo bardziej niż wcześniej chyba) idzie się do przodu i osiąga punkt wyjścia.

..No ale w końcu wymyśliłam, albo raczej uświadomiłam sobie, jak powinno to wszystko wyglądać, żeby deklaracja i wszystko inne było w porządku. Rozbolała mnie od tego wszystkiego głowa.

..Uczyć się uczyć się i uczyć się. Oto co powinnam robić, a nie bronić wieży czy łapać szuje. Znaczy, towarzyszyć w łapaniu. Jedyna szansa w megamobilizacji tuż przed egzaminami.

..Co z tego, że powinnam już teraz to wszystko wiedzieć, i co z tego, że by to wszystko ułatwiło, i nie musiałabym się ciągle o oczywiste i proste rzeczy pytać ??

..Ale będzie ok. 🙂 Mimo tragicznego spadku formy jestem tego pewna.
..dzisiaj.

long time no see

Ale – choć to zupełnie nic nie znaczy – napisałam naprawdę dużo przez czas, kiedy nic nie pisałam.
Najważniejsze, że chmury już się rozwiały (tak, te standardowe, ciężkie, ołowiane) i wychodzi słońce.
Ależ to banalne.
***
Banał 1. Życie jest trudne.
Chociaż: inni mają gorzej. Zawsze są jacyś inni. Tylko dlaczego nas oni obchodzą? No.. bo powinniśmy być czuli na niedolę innych ludzi ??!!
Banał 2. Trzeba się rozwijać.
Chociaż: Ciężko się rozwijać, skoro wszystko teraz jest coraz prostsze i nastawione na ułatwianie życia. Po co się rozwijać, kiedy można obejrzeć serial o super grupie łapiącej sadystów i inne śmiecie ?
Banał 3. Nic nie jest za darmo.
Chociaż: Wszędzie dookoła jakieś gratisy i superekstraokazje by dostać coś „darmo”. Jak nie dać ogłupić siebie a tym bardziej dziecko ??
***
Najtrudniejsze dla mnie w życiu jest poradzenie sobie z codziennością. Rutyną. Banałem. Trudne jest również to, że bycie mamą nie jest szczytem moich marzeń a tu masz. Nie wiadomo, czy zdążę skończyć studia (znowu!!) przed narodzinami. Życie.
***
Było osobiście, bo chcę, żeby czasem też tak było.
A będzie jeszcze różnie, bo ciągle nie wiem, jak chciałabym, żeby było.
A jest jak jest. Żeby był komplet.

Nic, naprawdę nic nie pomoże.

– Otóż, ja uważam, że rację mieli mistrzowie, ludzie bardziej inteligentni, oświeceni, nazwij ich sobie jak chcesz. Ja uważam, tak jak i oni uważali i uważają, że posty i wyrzeczenia są dobre. Mam świadomość, że nie jest to odkrycie na miarę Ameryki i dla niektórych uważam oczywistości równe temu, że to my wokół słońca a nie ono wokół nas.

– Otóż, taka mała dygresja, ale mimo wszystko sobie na nią pozwolę. Otóż uświadamia to nam, iż nie jesteśmy pępkiem świata. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy. Ale, wracając do postów i wyrzeczeń. Odkryłam to dziś dosyć niespodziewanie. I w przeciwieństwie do mnie – ja mam coś do powiedzenia ! Więc póki milczę, mogę coś powiedzieć.

– Otóż, jest tak, że żyję. Żyję coraz lepiej, coraz więcej mam, coraz więcej (niby) umiem, coraz łatwiej sami sobie pozwalamy żyć. I przez to coraz mniej się rozwijam, coraz więcej zapominam, coraz mniej nad sobą pracuję, coraz mniej myślę.

– Otóż, mam swoje małe mieszkanko, mam swój mały komputerek, swoją małą komóreczkę, nawet swoją małą kuchnię mam. I na tym się zamyka ten mój mały światek i nic więcej już nie chcę i nic więcej nie potrzebuję. Nie poznaję więcej, nie czuję więcej, nie myślę więcej, nie chcę więcej, nie mam zatem więcej.

– Otóż, post, otóż, wyrzeczenie uświadamia mi, że należy być czujnym. Że należy o siebie dbać. Że należy myśleć o innych, że należy pielęgnować swoją miłość i wszystkie relacje. Wzrastać.

– Otóż, pójdę wykąpać Bubę.

oh, suknio koloru lila róż

Czyż możliwe jest
aby kochać
od początku świata do końca tegoż?
Obserwowałam dym z kadzidełka. Myślałam o ulotności jego kształtów i nieśmiertelności zapachu.
I o tysiącach szmatławców z pseudo-romantyczno-wzniosło-poważną treścią.

Ja już chyba nie mam nic do powiedzenia.